2007-04-11 15:14:46 >> Stąpać po tęczy...

"-Nie umiem chodzić po tęczy. Ale chciałbym. Kto to potrafi?
- Nikt.
- Nikt? Ty też nie potrafisz?
- Nikt. Ale wystarczy, gdy się do tego tęskni."

/w trochę skróconej wersji, z Remarque'a/

skomentuj (22)


2007-03-24 19:13:09 >> Myśli uciekają mi spod palców...

Założyłabym już białą, letnią sukienkę. Taki synonim lekkości. Możecie mi wierzyć lub nie, ale w takiej sukience mocniej wierzy się w możliwość lotu. Same emocje rwą się wtedy do góry. W ciszy. Lot zawsze jest cichy. Prawie niedostrzegalny.
Zamiast tego wieczory ubierają mnie jednak w senność. W nieprzyjemne otępienie.
Ta senność nie jest przezroczysta. Wyplata mi z włosów umiejętność krystalizowania myśli. Zamazuje. I tworzy czas, kiedy patrzy się w bezruchu w bliżej nieokreślony punkt, chcąc ująć myśli, które intuicyjnie wyczuwa się tuż obok, ale których nie potrafi się zamienić w słowa. Zamiast tego pozwala się, żeby snuły się, nierozpoznawalne, jak cienka nić, tworząca skomplikowany wzór.
Dziwny ten czas... Dziwna ta jego aura, w której snuję się, omijając słowa, trochę na podobieństwo myśli.

I zastanawia mnie tylko, dlaczego dzisiejszy wiatr pachniał morzem...

skomentuj (6)


2007-03-18 12:45:32 >> Szaro mi za oknem...

Czasem mam wrażenie, że moim najpoważniejszym problemem i wytyczną wszelkich pytań jest to, że nie potrafię i nie chcę żyć częściowo...

skomentuj (2)


2007-02-25 14:13:01 >> Poprzez bez-czas...

Świat łagodnieje mi za oknem. Wciąż jeszcze pod lekkim przykryciem, z puszczającymi oczko na słońcu iskierkami.

"To biel jest może najpiękniejszą z barw, gdy nocą spod Księżyca rzęs płynie na łąki śnieg..."

Przypominam sobie pewne popołudnie, właściwie już ciemniejące nadchodzącym zmierzchem.
I grube płatki śniegu, tańczące wokół w niejednostajnym rytmie. Wracałam z zajęć, bardziej zniechęcona niż zmęczona.
Z pragnieniem wolnego oddechu, wyrysowanym w kącikach ust.
Biały puch tworzył wokół zawirowany korowód, odbijający się w kolorowych witrynach, przy których
chowali się ludzie, chroniąc twarze przed chłodnym dotykiem natury. Szłam coraz wolniej, zatrzymując niesforne płatki na rzęsach, wdychając głęboko zapach chwili.
I nagle wiedziałam - wyczekiwany autentyzm to właśnie ten taniec, któremu poddawałam się w myślach, płynąc w zimowej melodii. Na zewnątrz byłam tylko zwyczajną dziewczyną, wpatrującą się w granatowe tło nieba, zarysowane strużkami bieli. Ale tak naprawdę tańczyłam i śmiałam się razem ze śniegiem, poddając się lekkim, delikatnym przestrzeniom świata, który może istnieć mocą pragnienia, wyrytego głęboko w duszy. Tamto było tylko obrazem, nikłą otoczką rzeczywistości, która kryje się w tak bardzo osobistych przeżyciach, przesiąkniętych magią chwili. I to ona jest prawdą. Nie witryny, nie ulica, nie zwyczajność.
Prawdziwa rzeczywistość to ta, którą każdy z nas posiada w sobie... I tylko ona tak naprawdę się liczy.

"Ty spójrz na biel, na nieobjętą biel
Jej moc, jej blask podpowie Ci
Że biel to Bóg, bezkres, bez czas
Podziwiaj ją, bo jest
Bo jesteś..."


(A.M Jopek: "Biel")

skomentuj (9)


2007-02-05 23:49:37 >> ...

Trochę tęsknię.
Za wolną przestrzenią myśli. I ich lekkością. Za uśmiechem w kierunku pastelowych refleksów słońca w chmurach. Za czystością oddechu po przebudzeniu. I cichością snów.
Odbiciem świeżości poranka w tęczówkach. I delikatnością wieczornego wiatru na powiekach.
Za spacerem w szeleście traw. I wesołym szeptem liści. Za tkaniem słów między palcami. Wplataniem melodyjnych wersów w czas.
A przede wszystkim za wolnością lotu.
Właśnie tak.
Wiosenna ta moja tęsknota... Typowo wiosenna.

skomentuj (7)


2006-12-31 21:31:15 >> Baśń o Blasku... część II

Dziecko Nocy patrzyło ze smutkiem w oczach na oddalający się Wiatr, pozdrawiany perlistym śmiechem przez rosnące wokół kwiaty. Półświadomie wyciągnęło ku nim dłoń, spragnioną dotyku blasku, uśmiechu dnia. Przymknęło oczy, spod których mimowolnie popłynęło kilka słonych kropel.
Szczęście... Jakże wieloznacznym słowem się wydaje. Jakże ulotnym. Nierealnym... Bo czy można osiągnąć to, czego w głębi duszy się pragnie, jeśli czuje się tuż obok siebie nieubłagalny dotyk narzuconych sobie ograniczeń i przyzwyczajeń?
Szczęście... Pragnienie. Wyzwanie. Ryzyko.
Bo kiedy zniknie, przyniesie ze sobą ból...
Dziecko Nocy powoli otworzyło oczy. Rozejrzało się wokół siebie. Muślinowe firany znieruchmiały. Ich czar ożywiał przecież jedynie Wiatr...
Jak to on powiedział? "Szczęście, którego zalążek istnieje w sercu każdego z nas, zmienia rzeczywistość już przez samo dążenie do niego."
Co ożywia szczęście i nie pozwala zaniknąć jego magii? Co pozwala trwać w dążeniu?
Dziecko Nocy zapatrzyło się w daleki krajobraz, gdzie Pani Jutrzenki żegnała skinieniem głowy ostatnie kładące się na ziemi cienie.
Czyż morze, chmury, strumienie i drzewa nie czekają co noc na jej lekkie poranne muśnięcie, choć nie mogą być pewne tego, czy znów się pojawi? Co trzyma je w tej ufności, obdarzając odwagą i spokojem w wyczekiwaniu?
"Czy istnieje coś, co pozwoliłoby mi uczynić pierwszy krok w upragnionym kierunku? Na drodze, do której tęskni moje serce?" - pytało siebie Dziecko Nocy, nieśmiało spoglądając zza okna na jaśniejący świat.
I wtedy właśnie jego wylęknione oczy spotkały się ze spokojnym, łagodnym wzrokiem Pani Jutrzenki. Nie spuszczając oczu z Dziecka, z lekkim uśmiechem wyciągnęła do niego dłoń. Ten gest niósł ze sobą to, co Dziecko Nocy już dawno zagubiło w wątpliwościach mroku.
Wiarę...
Dziecko wyciągało rękę powoli i z wahaniem. Jednak w jego sercu powoli zaczęła już rodzić się iskra, która, na nowo wskrzeszona, pozwala rozświetlić nawet największe ciemności.
Nadzieja...
Stopy Dziecka złączyły się ze świeżością oblanej poranną rosą trawy. Jego ręce skierowały się ku jaśniejącemu na niebie słońcu, jego oczy chłonęły obraz świata, do którego tak bardzo tęskniło... Jego ciało i duszę przeniknął cudowny, delikatny dotyk Blasku, rodzący w sercu niezwykłość, dającą się ująć tylko w jednym słowie.
Miłość...
Strumienie śmiały się srebrzyście, drzewa obejmowały przestrzeń swym poszumem, kwiaty tańczyły w rytmie melodii, granej przez wiatr.
A w duszy Dziecka Nocy rozkwitało upragnione poczucie, niewytłumaczalne i nie dające się ująć inaczej niż przez jego odczuwanie.
Szczęście...
Dziecko Nocy nie bało się już ryzyka. Nie bało się wyzwania. Nie bało się bólu. Wiedziało bowiem, że całym swoim sercem będzie podtrzymywać to Szczęście, które ukazało mu prawdziwą naturę jego samego. Prawdziwą naturę świata.
Dziecko Nocy rodziło się na nowo. Rodziło się w blasku Dnia, w odnalezieniu Wiary, w magii rzeczywistości.
Jego usta rozchyliły się lekko, oczy współbrzmiały z rytmem twarzy.
Tak dawno zapomniany gest...
Uśmiech...
A wraz z nim przemienił się cały świat. Dając Spełnienie. Dając Szczęście.

I tym właśnie wpisem chciałabym zakończyć ten rok. Rok kontrastów, ciemności i światła. Dziecka Nocy i Dziecka Dnia.
Rok Przemiany.
Życzę Wam na ten nadchodzący rok, by każdy z Was znalazł w sobie Dziecko Dnia. Bo ono istnieje w każdym z nas. Ono na nas czeka. I to ono chce nam ofiarować szczęście. To, którego zalążek istnieje w sercu każdego z nas...


skomentuj (12)


2006-12-10 15:05:10 >> Baśń o blasku...

Kiedy Dziecko Nocy ujrzało po raz pierwszy Blask Świtu, zdumiało się niezwykłą różnorodnością jego zjawisk. Ciemne oczy Dziecka, przywykłe do bezpiecznego azylu mroku, obserwowały z uwagą nowe Znaczenia, którymi obdarowywała świat łagodna Pani Jutrzenki. To ona nadawała chmurom różaną barwę, dla niej rozbrzmiewały szumem strumienie i rzeki. Nawet przedwieczne Morze poddawało się jej dotykowi, a Ona uspokajała jego fale swymi srebrzystymi pocałunkami.
Nadawała Sens i Wyraz rzeczom i zjawiskom, rozmywającym się do tej pory w niejasności mroku. Witały ją z głębokim pokłonem, z szacunkiem, ukrytym w czymś, czego Dziecko Nocy nie potrafiło nazwać. Jasność, witana przez świat, napawała je dziwnym lękiem.
"Przecież Świt i tak zostanie w końcu pokonany przez Mrok" - myślało niepewnie, a w niepewności tej ukryta była głęboko zakorzeniona w sercu Dziecka tęsknota za dotykiem blasku... Dziecko Nocy bowiem, choć uznawało ciemność za swój dom, nade wszystko pragnęło wolności myśli i pragnień, które ożywia światło wiary. Wiara ta budziła się wraz z dotykiem dłoni Świtu, Dziecko o tym wiedziało. Lecz jednocześnie bało się, że ufając nietrwałości blasku, odchodzącego wraz z pojawieniem się nieubłagalnych cieni, utraci bezpieczeństwo i stałość, o które tak długo walczyło.
I dlatego bało się zbliżyć choć odrobinę ku Pani Jutrzenki, choć bardzo tego pragnęło. Obserwowało ją tylko ostrożnie zza lekkich, muślinowych firan, ozdabiających ściany jego pokoju. Dotyk tej lekkości koił Dziecko Nocy jak nic innego. Tylko dzięki niemu nie zatraciło się całkowicie w chłodzie i obojętności Mroku, będącego upragnionym tylko ze względu na bliskość snów...
Z zamyślenia wyrwał Dziecko Nocy delikatny wiatr, który muskając lekko jego policzki, przysiadł na parapecie. Na jego twarzy, zaróżowionej jeszcze po tańcu z poranną rosą, Dziecko zauważyło po raz kolejny ten sam wyraz, którego nie umiało wyjaśnić. To on witał nadchodzący co dzień Świt, to w nim świat nabierał innego znaczenia.
Dziecko Nocy, przezwyciężając w sobie lęk przed Nieznanym, zapytało wiatr, cóż oznacza ten dziwny wyraz.
" On zna odpowiedzi" - pomyślało, zazdroszcząc mu odwagi, jaka cechowała jego odwieczne podróże.
Wiatr swoim zwyczajem zaśmiał się srebrzyście. W śmiechu tym rozbrzmiała potęga gór, zapach łąk, niezmierzoność oceanów, szmer deszczu, huk błyskawic, niesamowitość krain, które odwiedzał wiatr.
- To uśmiech, moje drogie Dziecko - rzekł łagodnie.
- Czym jest uśmiech? - pytało dalej Dziecko Nocy, które, zamknięte w murach cieni, zapomniało już, czym jest radość.
Wiatr zastanawiał się przez chwilę.
- Uśmiech jest darem Szczęścia - tego, które nadaje blasku zwykłym rzeczom i czyni codzienność cudem. Tego, które rozświetla świat...
- Szczęście? Słyszałam już niegdyś to słowo - odpowiedziało po chwili Dziecko Nocy. - Czy ono nie jest jednak zbyt nietrwałe, by zmienić świat, wietrze?
- To Szczęście, którego zalążek istnieje w sercu każdego z nas, zmienia rzeczywistość już przez samo dążenie do niego. I to od nas zależy, czy rozwiniemy w sobie to ziarno - rzekł tajemniczo wiatr, machając Dziecku na pożegnanie.
Wiatry mają przecież tyle obowiązków...

cdn.

skomentuj (8)




Blogers.pl

Ksiega


Wspomnienia

2007
kwiecień
marzec
luty
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty


Przetarte ścieżki

Kultura
Portal literacki
Czasopismo kulturalne

Sztuka
Wojciech Siudmak
Jonathon Earl Bowser
Vincent van Gogh
Architektura gotycka
Sztuka gotycka
Impresjonizm

Proza
E.M. Remarque
A. Sapkowski
J.R.R. Tolkien
B. Schulz
D. Terakowska
P. Coelho
P. Coelho

Poezja
T. Różewicz
W. Szymborska
J. Twardowski
J. Słowacki
K.K. Baczyński

Moje dźwięki
Piotr Rubik
Anna Maria Jopek
Marek Grechuta
Stare Dobre Małżeństwo
Carla Bruni
Norah Jones
Celtic Women
Secret Garden
The Clannad
Loreena McKennit
Blackmore's Night
Stream of Passion
Within Temptation
Nightwish
Evanescence
Metallica

Ścieżki wyobraźni
Uwierz w anioły
Fantasy Art
Anioły
Rivendell
Smoki
Jednorożce

Inna rzeczywistość
Edaalis
Silmenor
Nassil
Zelda

Bliscy sercu
All-of-me
Bogusława
Lily
Whisper is writing
In Absentia Christi
Roxy
Inny
Szarada
Shadow
Dimlondiel
Malchanceux
Aga
Eternal Spirit
Podmuchy wiatru
Eleniel
Johny
Michell-e
Rosa-Angel
Elenwen
Brown - eyed
Larmes
Gleam of hope
Aydi


Kontakt

Mail:
athelienne@poczta.fm
GG: 6992088